Ta witryna używa plików cookie. Więcej informacji o używanych przez nas plikach cookie, ich zastosowaniu
i sposobie modyfikacji akceptacji plików cookie, można znaleźć
tutaj
oraz w stopce na naszej stronie internetowej (Polityka plików cookie).
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.
Komentarze 77
Pokaż wszystkie komentarzePrawda niestety jest taka, że młodzi coraz częściej nikogo nie szanują. Starsi ludzie są jeszcze jak najbardziej "wporzo" i można z nimi normalnie rozmawiać na wiele tematów. Przy rozmowie o motocyklach wspominają jak to było fajnie jechać jednośladem i nie pedałować, jak to przyjemnie się jechało Komarem czy WSK'ą na ryby, czy też mówiąc o motocyklu sportowo-turystycznym tamtych lat, czyli MZ Trophy, zachwycają się tym jak to płynęło po drodze... A teraz młodzi pierwsze pytanie, jakie zaserwują podczas rozmowy o motocyklu to "Ile to ma pojemności?", "Ile to ma mocy?", "Ile jedzie?", tak jakby tylko to decydowało o prawdziwym motocyklu... Trzeb też pamiętać o rozpieszczaniu młodych przez dorosłych. Sam pamiętam swoją pierwszą Komunię i związaną z tym uroczystość z prezentów to chyba tylko rower dostałem, czerwonego górala (nie takiego o jakim marzyłem, ale i tak byłem szczęśliwy jak świnia przy korycie), a pieniędzy, które dostałem starczyło na zegarek i tylko część kwoty potrzebnej na komputer (który mam w momencie pisania tego komentarza po swojej prawej stronie), a teraz? Komputery, telewizory, odtwarzacze DVD i (o zgrozo) motorowery czy też quady. O ile telewizor czy komputer dziecko potraktuje jak zabawkę i sobie zbyt wielkiej krzywdy nie zrobi (no chyba, że kabel przetnie), ale pojazd z silnikiem można już porównać do naładowanego i odbezpieczonego pistoletu - dziecko będzie miało przednią zabawę, dopóki nie zrobi krzywdy sobie lub innym. Pamiętam też opowieści znajomych i rodziców o wypadkach na maszynach takich jak WSK, Jawa czy MZ, które wprawdzie nie miały zbyt poważnych konsekwencji (np. wypadek ojca na jawie - walnięcie w skręcającą w lewo bez kierunkowskazy Syrenę, co zakończyło się kasacją Jawy, lotem nad Syreną, a potem kilkoma dniami bólu), ale wpłynęło to na mnie znacznie - nigdy nie wyjechałem na drogę bez uprawnień, sprzętami mocniejszymi od roweru czy później też Komarka jeździłem tylko pod okiem bardziej doświadczonych osób, nigdy też nie wyjechałem na drogę bez sprawnych świateł, z łysą oponą czy też bez komórki. A teraz bezpieczeństwo? Kogo to obchodzi, przecież trzeba być Cool, trzeba zrobić wrażenie na kumplach z klasy! Opamiętanie zwykle przychodzi za późno i kończy się na płaczu, w najlepszym wypadku rannego dziecka (bo i jak inaczej nazwać kogoś w wieku 13-16lat), a w najgorszym matki nad trumną... Mam nadzieję, że ten kawałek tekstu chociaż w minimalnym stopniu wpłynie na "młodych" i "gniewnych". Pozdrawiam koneserów jazdy jednośladmi - niezależnie czy to Komarkiem czy mamutem z kompletem kufrów o pojemności większej niż bagażnik przeciętnego samochodu.
OdpowiedzBrak odpowiedzi do tego komentarza